wrze.15

Ślimak zamknął się w skorupie!

dodano: 15 września 2011 przez Sanlofea


Notka jest notką konkursową.
Bierze udział w konkursie Falvit mama

Wczorajsze szpitalne eskapady utwierdziły mnie w przekonaniu, że NIE CIERPIĘ polskiej służby zdrowia! Zawsze mam pecha trafić na jakiegoś niekompetentnego bufona :/

Ponieważ cały dzień nie czułam się najlepiej, jakiś miałam niepokój wewnętrzny i pomimo leżenia odłogiem w łóżku nogi, ręce i twarz jakby je ktoś pompką nadmuchał mój troskliwy mąż i mama, po krótkich obradach przy kolacji postanowili, że jedziemy do szpitala na kontrolę. Niech zbadają i może doradzą coś na te przeklęte obrzęki no i sprawdzą czy z maluszkiem wszystko OK. bo niespokojna mama to niespokojny dzidziuś. 

Oboje doskonale wiedzą jak nie znoszę lekarzy, szpitali i wszystkiego, co związane z polską służbą zdrowia (nawet na wizytę do Gina idę za każdym razem skrajnie zestresowana). Akceptuję tylko dentystów. No ale w ciąży dentystka mi nie pomoże… Zapakowali mnie do samochodu i pojechaliśmy. W szpitalu, w którym chcę rodzić mieli natłok ludzi (jak zawsze) i zaproponowali, że jeśli tylko na badania to lepiej do innego szpitala, gdzie nie ma ludzi. Ja z nadzieją w głowie wyszłam i myślałam, że wracamy do domu, no bo po co się włóczyć po nocy… niestety oni niezrażeni sytuacją obrali kierunek wskazanego szpitala.

Rzeczywiście w drugim szpitalu nie było nikogo, zatem błyskawicznie mnie zarejestrowano na izbie przyjęć, po krótce opisałam swe obawy i trzy minuty później już wykonywano KTG. Ku mojemu zaskoczeniu położne były bardzo sympatyczne, nawet chwilami zdawały się być przejęte moim losem. Potwierdziły, że obrzęki są niepokojące i mój dziwny przyrost wagi w ostatnich dwóch tygodniach mimo spożywania dość małej ilości pożywienia powinien zostać  wyjaśniony. Zdziwione były również dotychczasowymi formami prowadzenia ciąży przez mojego lekarza… Ponieważ lekarz był chwilowo niedostępny kazano poczekać w poczekalni. Podbudowałam się, że może coś ktoś w końcu poradzi na moje obrzęki. Po ok. 20 min poinformowano mnie, że lekarz czeka na mnie w gabinecie. Weszłam … i już wiedziałam, że bajka się skończyła… Pryz biurku siedział jak na szpilkach zniecierpliwiony młody lekarz (max 30-32 l.) Z pretensją w głosie, pobieżnie  przelatując wzrokiem po karcie ciąży, stwierdził, że jeśli nie krwawię, nie odeszły mi wody i nie występują skurcze porodowe to co ja tu robie, po co przyszłam i zwracam mu głowę??!! Według niego nie jestem ani trochę spuchnięta! (Aż bałam się zapytać jak w takim razie wytłumaczy mój przyrost wagi i to, że buty kupione w sobotę dziś już są za małe!!! – jeszcze by powiedział coś niestosownego). Co z tego, że to moja pierwsza ciąża i nawet nie wiem co powinno byc normalne a co nie w 9 msc ciąży!!! Chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść czy może nawet uciec…! Potem jeszcze stwierdził, że skoro termin mam na 29 września to jestem na początku 36 tygodnia ciąży (WTF?!), a gdy  zwróciłam mu uwagę, obruszył się i obstawał przy swoim. Dopiero jak łaskawie stwierdził, że skoro już przyszłam to mnie zbada (z delikatnością rzeźnika) i zobaczył mój ogromniasty brzuch zaczął analizować i wertować jeszcze raz moją kartę ciąży i stwierdził, no to już 38 tydz. jednak (!). To ma Pani teraz tylko jeden problem. Jaki? - zapytałam. Na co on odrzucił – Urodzić. Odpowiedziałam, że w moim przekonaniu trudno poród nazwać „PROBLEMEM”, jeśli celem jest wydanie na świat dziecka, co według mnie zalicza się do kategorii CUDU a nie PROBLEMU. Zgarnęłam swoje dokumenty i wyszłam. Zerknęłam tylko, że na pieczątce ma tylko tytuł „lekarz” nawet nie „specjalista” czy „dr n. med.”. Czułam się okropnie i wiedziałam, że tylko zafundowałam maluszkowi niepotrzebny stres:-(

Witający mnie uśmiechami mąż i mama sprawili, że postanowiłam jednak nic im nie mówić o lekarzu bufonie. A, że przecież aktorstwo ćwiczę od dziecka, w pół sekundy przełączyłam się na tryb - udawanie… Uśmiechnęłam się, powiedziałam, że lekarz zbadał, uspokoił, że wszystko jest w porządku i teraz tylko czekać na szczęśliwe rozwiązanie. Łyknęli.

Odwieźliśmy mamę. Wróciliśmy do domu, a ja czując, że moje siły do udawania się wyczerpują szybko wykonałam wieczorną toaletę  i wskoczyłam do łóżka. A jednak… Wiedziałam… Kto, jak kto, ale mój najlepszy przyjaciel nie dał się nabrać na moje teatralne sztuczki.  Zapytał wprost, co się stało. Przyznałam się więc mężowi, jak było na prawdę . No i jak to rozchwiana emocjonalnie ciężarna zakończyłam dzień rzewnymi łzami poczucia niesprawiedliwego potraktowania. Ślimak zamknął się w skorupie i nie wyjdzie dopóki skurcze nie odejmą mu rozumu! W żadnym innym wypadku nie dam się więcej zaciągnąć do szpitala! Absolutnie!




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy